Gdyby wszystko było jak programowanie

Założenie własnego bloga było pomysłem mojego znajomego, programisty. Twierdził, że to skutecznie motywuje do rozwoju i jest odskocznią od codziennych projektów w pracy. Argumentował, że własna strona internetowa stanie się moją wirtualną wizytówką, którą będę mógł pokazać każdemu potencjalnemu pracodawcy.

Początkowo byłem nastawiony sceptycznie do tego pomysłu, jednak w toku naszej rozmowy mój przyjaciel przekonał mnie, że stosunkowo niewielkie doświadczenie, które posiadam nie jest wcale żadną przeszkodą, a zapis ścieżki rozwoju, jakim staną się kolejne posty, będzie cenniejszy od prezentacji gotowych projektów. Postanowiłem więc wziąć się do pracy.

Kilka wieczorów później byłem już właścicielem domeny i serwera oraz zainstalowanego WordPressa, a w notesie miałem wypisane kilkadziesiąt tematów, którymi mogę się zająć w pierwszej kolejności. Szykując się tego dnia do spania, zdałem sobie sprawę, że moje podejście do tworzenia bloga jest zupełnie inne od tego, które kiedyś prezentowałem przy innych zajęciach. Po prostu zacząłem to robić.

Opublikowałem pierwszy post na niedokończonej stronie. Następnie zacząłem pracować nad jej kolejnymi usprawnieniami, a kiedy czegoś nie wiedziałem, szukałem pomocy w Internecie i literaturze. Gdybym zastosował swoje stare podejście do stworzenia tego bloga, najprawdopodobniej najpierw popadłbym w szaleństwo researchu, a po miesiącu przygotowań nadal byłbym z niczym!

Ponieważ projektuję tego bloga na bieżąco, mogę na każdym kroku weryfikować swoje pomysły i nie marnuję czasu na niepotrzebne gdybanie. Uwierzcie mi, w tej skali nie potrzebuję żadnej szeroko zakrojonej strategii. Blog powstaje jakby organicznie – część po części – bez stresu i niepotrzebnej napinki, że nie mam jeszcze fanpage’a i odpowiedniego widżetu do Social Media. Litości, w chwili pisania tego postu nie mam nawet zrobionej możliwości dodawania komentarzy!

Zaskakujące jest to, jak wiele innych sfer mojego życia wydaje się często takimi „szeroko zakrojonymi przedsięwzięciami”. Na przykład: „dbanie o własne zdrowie”, czyli dieta i siłownia. Chociaż dobrze jest robić obie te rzeczy prawidłowo i zgodnie z zaleceniami specjalistów, to gdybym czekał, aż rozeznam się w tym morzu możliwości, za oknem pewnie znów pojawiłaby się zima.

To nie dzięki programowaniu nauczyłem się innego podejścia do działania, ale to programowanie jako jedna z pierwszych dziedzin w moim życiu poddało się tej przemianie. I bardzo się z tego cieszę! Jestem niezmiernie zadowolony, że mój nadmierny perfekcjonizm ustąpił wreszcie pola, zabierając ze sobą nieodłączną jego siostrę, prokrastynację, przez którą tak trudno postawić ten pierwszy krok.

Jakie jest Twoje podejście do programowania i realizacji celów w ogólności? W których obszarach życia zmagasz się z samoograniczającymi, zbyt wysokimi wymaganiami? I jak sobie z nimi radzisz? Proszę, napisz w komentarzu! Oczywiście wtedy, gdy będzie to wreszcie możliwe.

Photo courtesy by Gratisography.com

No Comments

Post a Comment